Z głową za oknem

Dziwne czasy. Żyjemy szybko. Pędzimy dzień za dniem, nie wiedząc tak naprawdę – dokąd. Zajmujemy się czymś, co nas wkurza albo nie interesuje, by zdobyć pieniądze na rzeczy, których nie potrzebujemy. Wstajemy rano podirytowani, przeżywamy dzień jak wojnę, spędzamy wieczór z laptopem lub bliską osobą by wreszcie położyć się spać zmęczeni, zrezygnowani lub pełni nadziei na lepsze jutro. A czasami z wszystkim tym po trochu.

– Jak się czujesz?
– Jest ok.

Dobrze, czyli już wiesz, że nie jest ok. Właśnie dostaliśmy informację, że u naszego rozmówcy jest SŁABO, czegoś brakuje. Iskry, blasku, czegokolwiek, co sprawi, że nie będzie tylko „ok”! Przecież życie nie jest od tego, żeby było „ok”! Mamy je jedno! I ma być ZAJEBISTE. Koniec, kropka, wykrzyknik! 😉 Żadne „ok”, „spoko”, „jako tako”. Niby jest „w porządku”, ale … zawsze jest jakieś „ale”. Znasz to skądś?

Większość z nas w dzisiejszych czasach spędza swoje  życia od godziny do godziny. Dzień świstaka. Od dziesiątego do dziesiątego. Miesiąc świstaka. Z roku na rok nie zmieniając niczego. Lata … Przyzwyczajamy się do marazmu, słabszej dyspozycji. Z czasem do narzekania, toksycznych osób, przykrych chwil i braku nadziei. Zapominamy za to o wszystkich dobrych rzeczach, które nas otaczają. Jesteśmy zafiksowani na punkcie tego, co powinno się zrobić w przyszłości, czego nie zrobiło się w przeszłości. To prosta droga by stracić to, co najważniejsze. To co jest OBECNIE. TERAŹNIEJSZOŚĆ.

Skąd nagle naszła mnie taka refleksja?

Jedną z rzeczy, które uwielbiam jest gapienie się przez szybę samochodu/autobusu/pociągu/samolotu. OBOWIĄZKOWO z muzyką w uszach. Mogę to robić godzinami. W dzień i w nocy. Siedzieć i patrzeć. Obserwować, myśleć, tworzyć. Gdy jest totalnie ciemno lub gdy słońce wyłania się zza chmur. W miejscu, które jest nowe, jak i w takim, które znam niczym własną kieszeń. Gdy jestem wypoczęty, ale i gdy powieki zaczynają się coraz odważniej kleić. Gdy zbliżam się do domu oraz gdy przede mną kilkanaście godzin oddalania się od niego. Nie mam pojęcia, z czego to wynika, ale tak mam.

Piszę o tym, bo właśnie mogę doświadczyć tej pięknej chwili. Sprawia mi radość, pomimo tego, że w ostatnich dniach (chyba) przesadziłem z intensywnością. Mówię to z pełną odpowiedzialnością; jako osoba, która we krwi ma przedawkowywanie emocji i musiała nauczyć się panować nad pracoholizmem. 🙂

Wielki Tydzień. Dla mnie nie tylko w sensie religijnym. 12-godzinne szkolenie, 5 godzin snu, dentysta, coaching, ambasada, impreza firmowa, wyjazd, 2 kolejne noce po kilkanaście godzin spędzone w autobusach, 2-3 godziny snu w pozycji quasi embrionalnej na siedzeniu, od samego rana intensywne eksplorowanie miasta, gdzie totalnie nie znam języka; znowu autobus, ponownie szkolenie, następnie kolejna kilkugodzinna podróż. Tym razem do rodziny, już na święta. I to wszystko w 4 dni. Wariackie papiery 100%. 🙂 Co więcej, kolejny tydzień zapowiada się przynajmniej w części podobnie intensywnie.

Teoretycznie powinienem paść na twarz, zostać obdartym z energii. Dzieje się jednak coś innego. Między innymi, dzięki tak prozaicznej rzeczy, jak gapienie się przez okno. Dzięki temu, że doceniam TEN MOMENT. TĘ JEDNĄ CHWILĘ. Nie interesuje mnie, co będzie jutro, co było wczoraj. Ja. Ktoś, kto dekadami żyła przeszłością, przyszłością. Planował, analizował (dalej to robię!), zastanawiał się, co będzie i przeżywał raz jeszcze, to co było. To takie ludzkie. Naturalne. Troszczymy się o jutro. Chcemy wyciągać wnioski z wczoraj. Bardzo mądre i dojrzale podejście! Uczy i daje potężną dawkę wiedzy. Udane planowanie to przecież podstawa w rozwoju, dążenia do celów. Taki model życia zabiera jednak jeszcze więcej. W którą zatem iść stronę? Totalny spontan czy absolutne planowanie i analizowanie? Dopiero po latach zrozumiałem, w czym tkwi „tajemnica”.

Potrzebna jest równowaga!

A zapominając o TU i TERAZ łatwo ją naruszyć. Gapienie się przez szybę… Nic wielkiego. Nie licząc cen biletów – jest za darmo. I właśnie taka banalna rzecz potrafi dodać skrzydeł, energii i zaprzęgnąć do jeszcze większego wysiłku.

Każdy z nas jest otoczony przez podobne proste przyjemności. Dla części z nas będzie to spacer. Dla kogoś innego – film. Dla naszego przyjaciela – muzyka. Dla koleżanki – narzekanie. Żartuję – szukajmy pozytywnych prostych rzeczy wokół siebie! 🙂 Jest ich mnóstwo. Wystarczy tylko otworzyć oczy i zacząć prawdziwie żyć tą prostą przyjemnością. Wyrwać się ze swojego dnia świstaka. Znaleźć duży sens, ale i te małe drobnostki ładujące nasze akumulatory.

Ja gapię się przez szybę. A Ty? Jakie masz proste przyjemności?

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Z głową za oknem

  1. Mój kalendarz (taki tradycyjny, papierowy) zajmują od niedawna codzienne notatki pt.: „co sprawiło mi dziś radość”. Całkiem tego sporo, cieszą mnie drobiazgi 🙂 Gapienie się też mi dodaje mocy, ale nie przez szybę, tylko na jedno ważne dla mnie zdjęcie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ciężko w to uwierzyć, ale właśnie ostatnio „poleciłem” bliskiej osobie zapisywać w oddzielnym kalendarzyku powód, dla którego warto przeżyć dzisiejszy dzień. 🙂

    Każdy z nas ma coś, co jest szczególnie ważne. Warto o tym pamiętać. Zarówno wtedy, gdy jest dobrze, jak i źle. Taka pozytywna rutyna.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s