Temat rzeka. Skopje

Ciąg dalszy następuje! Dzisiaj kolejny wpis z ostatniej eskapady. Dla osób zainteresowanych tym, jak trafiłem do stolicy Macedonii – poprzednia część TUTAJ. Zapraszam!

Planowane lądowanie – 00.30. Niestety wylot z Malmo jest lekko opóźniony. Na miejscu jestem zatem później, po 1.00. Na szczęście autobusy jadące do centrum miasta są zsynchronizowane z siatką połączeń lotów i w razie obsuw czekają na pasażerów. Niby logiczne, ale nie wszędzie. Macedonia zaczyna zatem od małego plusa. 😉 Pakuję się do Vardar Express, zajmuję ulubiony miejsce, płacę 3 euro (cena w miejscowej walucie wynosi 175 macedońskich denarów MKD) za bilet i ruszamy!

Uwielbiam zwiedzać miasta nocą. Piechotą bądź z samochodu, autobusu, pociągu – jakkolwiek. Dzisiaj mam szansę zrobić to w kilku wersjach. Podróż z lotniska do „centrum” trwa nieco ponad pół godziny. Jest późno, nie ma korków. Ulokowany w wygodnej pozycji, zapatrzony w zmieniająca się scenerię, tak mocno oddaję się obserwacji nowego miejsca, że niestety nie wysiadam na ostatnim przystanku. Orientuję się, gdy zaczynam wracać drogą, którą już jechaliśmy. 🙂 Kierowca jest na tyle dobry, że zawraca się i podrzuca mnie do „centrum”. Nie ma żadnych pretensji. Zdarzyło się. Uwielbiam bałkańską mentalność!

Skopje są raczej małym, ale charakterystycznie położonym miastem. Horyzontalnie przecina je największa rzeka kraju – Wardar. Do tej pory Macedonia kojarzyła mi się właśnie głównie z drużyną Vardaru Skopje, z którą polskie drużyny toczyły boje (tak, czasami to były prawdziwe boje…) w europejskich rozgrywkach piłkarskich.

Dlaczego wspominam o rzece? Jest 2 w nocy i przydałoby się przespać choć kilka godzin. Na lotnisku niestety nie ma map miasta. Chcę trafić do hostelu, a posiadam jedynie jego nazwę (co mi po tym?), plus z mapy pamiętam, że jest położony właśnie przy rzece gdzieś blisko centrum. Jak wszystko w tym mieście! 🙂

Wokół żadnej żywej duszy. Słychać jedynie skowyt szajek bezdomnych psów. Jest dobrze. Czas ruszać. 🙂 Kieruję się instynktem. Skopje na pierwszy rzut oka wydają się zadupiem. Klimatyczną, ale niezbyt rozwiniętą stolicą. Od razu kojarzą mi się z ukraińskimi miasteczkami. Socrealistyczne blokowiska, zaniedbane budynki, puste porzucone place, przestrzeń miejska jak z minionej epoki. Czy już wspominałem o tym, że taka sceneria jest dla mnie miliard razy bardziej interesująca od ułożonych miast zachodniej Europy? 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Skoro Skopje nie są duże to pewnie centrum jest tam, gdzie świecą najmocniej światła. Ta pokrętna logika musi mi wystarczyć. Wokół nie ma bowiem żadnych znaków, informacji. Idę na czuja i już po kilkunastu minutach mijam most. Myślę – jest dobrze. Ta błoga nieświadomość (w mieście jest WIELE mostów) dodaje mi skrzydeł. Jest w miarę ciepło, także taki nocny spacer jest przyjemny. To wszystko sprawia, że bez większych problemów odnajduję ulicę, przy której mieści się hostel. Taktyka „podążaj za światłem” spisała się rewelacyjnie. Gdy tylko docieram do hostelu, grzecznie myję ząbki i momentalnie odpływam.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

CENTRUM

Pobudka, prysznic, śniadanie (płatki z mlekiem i chleb :)) ruszam w miasto. Biorę prowizoryczną mapę, choć już teraz wiem, że nie przyda mi się za bardzo. Nastawiam się na swobodną wędrówkę, a nie ściśle wytyczoną trasę. Bezchmurne, błękitne niebo i świecące słońce zwiastują idealne warunki do poznawania Skopje.

Jaka jest stolica Macedonii? To co wręcz uderza w oczy, niczym Muhammad Ali za swoich najlepszych czasów, to niesamowite ZANIEDBANIE. O ile siedziba rządu jest przepięknie oświetlona nocą, wymuskana za dnia, to wystarczy jedno spojrzenie w drugim kierunku by lekko się przerazić. Brzeg Wardaru „zdobią” wysypane kamienia, gruzowiska, leżące belki, drewna. Czuję się, jakbym był nie w stolicy, a w jakimś podrzędnej mieścinie. Oczywiście ma to swój urok, natomiast w jednej chwili doceniam to, jak cywilizowanie zadbano o Wisłę w Warszawie czy Krakowie. 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Druga rzecz, z której „słyną” Skopje to nietypowa przestrzeń miejska. Władze miasta/kraju postanowiły wzbogacić stolicę o „wartość turystyczną”. Projekt Skopje 2014 zakłada stworzenie około 40 budynków, pomników, instalacji nawiązujących do historii kraju, ukazujących jego klasycystyczne dziedzictwo. Idea piękna. Efekt jest taki, że po mieście „porozsiewane” są dziesiątki totalnie różnych, średnio pasujących do siebie budowli. Jedne wyglądają ładniej, inne mniej. Całość tworzy przedziwne i sympatyczne wrażenie. A to łuk triumfalny jak w Paryżu (czy raczej Bukareszcie;)), a to olbrzymi pomnik na środku placu, zupełnie jak w miastach iberyjskich, a to hellenistyczne budowle nawiązujące do czasów antycznych. Wspomniane obiekty niesamowicie kontrastują z zaniedbanym otoczeniem. To tak, jakbyśmy na zaplamiony obrus z pobitymi talerzami, brudnymi sztućcami, postawili piękny wazon z kwiatami. Możemy być zachwyceni urokiem jego kryształu, jednak jedzenie w takiej atmosferze nie będzie przyjemne. 😉

Oczywiście, że większość pomników wygląda jakby została wciśnięta w tkankę miejską na siłę, niemal za karę. Momentami można poczuć się, jak w jakimś parku rozrywki, do którego wstawiono „nowe atrakcje”. 🙂 To ciekawe doświadczenie. Sporo osób narzeka na nijakość, sztuczność Skopje. Być może mają rację. Ja natomiast odnajduję w nich pewien urok.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

PANORAMA

Skopje są położone bardzo blisko masywów górskich. Naturalnym wyborem jest zatem wyprawa na punkt widokowy – Millenium Cross. Centrum miasta, jeden z głównych przystanków. Mnóstwo ludzi, żadnych oznaczeń, rozkładów jazdy. Jedyne, co może pomóc to tablice z informacją o numerze i kierunku nadjeżdżających autobusów. W języku macedońskim.

Rozmawiam zatem z dziesiątkami osób (po angielsku rozmawiają tylko ludzie młodzi, ale i to nie wszyscy) by upewnić się, którym kursem dojadę na wzgórze. Dostaję informację, że będzie to maszyna bez numeru, a z napisem „Millenium Cross”. Czekam, czekam, czekam. 20 minut, 30 minut, 40 minut. Nic nie jedzie. W podobnej sytuacji, jak ja, jest kilka osób. Znudzeni oczekiwaniem, decydujemy się wspólnie wybrać taksówką. Koszt 200 MKD (~ 14 zł), cztery osoby, nieco drożej niż autobus (przejazd poza miasto to koszt 35 MKD ~ 25 PLN), ale cały czas śmiesznie tanio.

W 15-20 minut dojeżdżamy do parku. Na samą górę dojeżdża kolejka linowa. Bilet w dwie strony kosztuje 100 MKD (~ 12,5 PLN). Widoki na szczycie są przepiękne. Możemy przejść się po kolejnym małym parku albo rozsiąść na ławce i podziwiać ośnieżone szczyty masywów górskich. Jest pięknie. Macedonia charakteryzuje się wyżynno-górzystym krajobrazem, a biorąc pod uwagę jej małą powierzchnię, jest najbardziej górzystym krajem Europy. Poza krzyżem (bardzo podobny do tego na naszym Giewoncie), jest tutaj tylko mały sklepik i … plac zabaw dla dzieci. Macedończycy przychodzą tutaj z własnym prowiantem i biwakują. Pomimo tego, że jest dzień powszedni, nie brakuje gości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Choć większość z nich to miejscowi, spotykam też kilku turystów. Nie szukam jednak znajomości. Rozkładam się na ławce i oddaję lekturze. Nagle podchodzi do mnie grupka trzech zakapiorów. Jeden z nich zaczyna czytać z okładki nazwę książki. Od razu szeroko się uśmiecha. To Polacy. 🙂 Przylecieli z Goeteborga by trochę odpocząć od ulewnej Szwecji. Rozumiem ich doskonale! Rozmawiamy o emigracji, podróżach, życiu. Muszę wykazać się duża dozą asertywności by odmawiać im alkoholowych poczęstunków. 😉 Zawsze miło jest spotkać naszych zagranicą!

PO DRUGIEJ STRONIE RZEKI

Gdy widoki macedońskich gór zaczynają powszednieć, zbieram się na dół. Tym razem autobus nr 25 czeka na parkingu. Okazuje się, że ten, na który tak wytrwale wyczekiwałem (z napisem Millenium Cross) – jest okresowo zawieszony. 🙂

Po przyjeździe na główny dworzec komunikacji publicznej, decyduję się wziąć taksówkę i za 3 zł podjechać na drugą stronę miasta. Dzielnica muzułmańska wita! O ile „europejska” część Skopje jest zaniedbana, o tyle w tej muzułmańskiej – o dziwo – wcale nie jest o wiele gorzej. Od razu jednak czuć klimat islamu. Więcej ludzi na ulicach, coraz liczniejsi brodacze, mimo wszystko groźniejsze spojrzenia, trochę więcej śmieci przy chodnikach. Z bananem na ustach udaję się by zobaczyć, jak żyją w tej części Skopje.

Okolice meczetu, tuż przy bazarze, są spokojne. Gdy zaczynam iść jednak w górę, w kierunku osiedli mieszkalnych, spotykam coraz bardziej wrogie spojrzenia. Czuję się bezpiecznie, zachowuję jednak środki ostrożności. Po kilku minutach chowam aparat. Mijam grupy wyrostków. Coś do mnie wołają, ale nie rozumiem ich. Nauczony doświadczeniem – ignoruję. Interakcja z nimi może prowadzić do niemiłych konsekwencji. Kątem oka widzę ich reakcję na moją obecność w tym miejscu. Podchodzą do mnie dzieciaki z prośbą o kasę. Choć na oko to 12-13-latki mają ten sam wzrok, co starsi równieśnicy. Idę dalej.

Jest widno, także moja pewność siebie utrzymuje się na zadowalającym poziomie. Kilka razy muszę odwrócić jednak wzrok i nieco przyspieszyć kroku. W pewnym momencie chyba przekraczam „granicę”. Zaczepia mnie starszy facet i ze złością w oczach coś krzyczy. Jest w amoku. Znam ten wzrok i grymas twarzy z Maroko, gdzie wałęsając się po Fezie, byłem świadkiem jak lokals ubliżał podróżnym w identycznym tonie. Nagle podbiega do niego nieco starszy ode mnie chłopak (syn?) i łapie go. Trzymając ojca pyta, skąd jestem. Odpowiadam, że Lachistan. Stary jest mega wkurzony, awanturuje się. Lekka strużka za chwilę pojawi się na mojej skroni. Jestem przygotowany do ucieczki. W tym momencie dzieje się coś, czego się nie spodziewam. Chłopak nieco nerwowym głosem prosi mnie bym odszedł. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybym w tonie jego wypowiedzi nie było pewnego rodzaju… troski. Coś na zasadzie: „Proszę odejdź, bo stanie ci się krzywda”. Powtarza to kilka razy z coraz większym naciskiem, cały czas trzymając ojca za tułów i ręce. Wiem, że na mnie już pora. Gdy skręcam w bok, ten krzyczy, żebym zawrócił i wybrał inną drogę. Z natury jestem bardzo nieufny, zachowuję się na przekór. W tym młodym człowieku dostrzegam, jednak przyjazne nastawienie i życzliwość. A może to kontrast względem pieniącego się ojca? Dziwię się sam sobie, ale wybieram wskazaną przez niego drogę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

To dobry wybór. Sprawnie kieruję się jak najdalej od osiedli mieszkalnych, zmierzam w kierunku meczetu. Czuję spokój. Wyciszenie. Być może siebie oszukuję, ale meczet jest miejscem bezpiecznym. Dla muzułmanów to świątynia. A w domu bożym nie mogą przecieć zrobić krzywdy. Przynajmniej tak sobie tłumaczę. Po krótkiej kontemplacji udaję się na bazar.

Okolice tego miejsca są niesamowite. Czuję się trochę – zachowując oczywiście proporcje – jak na Osh Bazaar w Biszkeku. Mnóstwo stoisk, tumult, brud, śmiecie, żebracy, cwaniacy. Azja. Azja w Europie. To lubię! 🙂 Przechadzam się w poszukiwaniu breloka. Jak na złość nie widzę nic ciekawego. A przecież nie mogę kupić pierwszego lepszego z brzegu. Po wyjściu z „handlowej” części udaję się do tej bardziej klimatycznej, murowanej. Mnóstwo knajpek, barów, restauracji. W Macedonii mieszka sporo Albańczyków. W rejonach bazaru szczególnie widać ich obecność. Znajdziemy tutaj wiele wydań lokalnej kuchni. Taki bałkański kocioł.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po bazarowym spacerze decyduję się na ostatnią podróż, tym razem do Kanionu Matka. Niestety, gdy dojeżdżam na miejsce jest już ciemno, kompletnie nic nie widać. Mimo to, dla tych kilku minut oddychania czystym, świeżym, wibrującym górskim powietrzem – nie żałuję podjętej decyzji.

POWRÓT

Wracam do Skopje ok. 19.00. Lot do Sztokholmu jest kolejnego dnia o 6.00. Mam zatem jeszcze kawałek czasu. 😉 Żeby zdążyć na lot muszę być na lotnisku godzinę wcześniej. Vardar Express odjeżdża z naprzeciwka hotelu Holiday Inn w centrum Skopje o 3.00. To oznaczałoby, że muszę wstać 2.15-20. Znając mnie, spać pójdę około 23-24. Nie znoszę kłaść się spać na 2-3 godziny. W takim wariancie bowiem nie wypoczywam (nawet uwzględniając dwie fazy snu po 1,5 h), wręcz tracę energię. Decyduję. Powrót do Polski zostaje poprzedzony nocą na lotnisku. 🙂

Zanim wyjdę na autobus wyleguję się na hostelowej kanapie (dzięki, hostel Unity!), sprawdzam maile i oglądam finał 5 sezonu Suits. Ostatni rzut okna na Skopje o zmroku. Macedonia nie jest bogatym krajem. Widać to m.in. po tym, jak miast zamiera nocą. Knajpy puste, brak osób w restauracjach, a nawet na ulicy spotkać kogoś to rzadkość. Być może wynika to z nieco chłodniejszej pogody, jednak w takiej chociażby Grecji (bliźniaczy klimat) wieczory wyglądają inaczej. Nie spotykam zbyt wiele osób, za to natrafiam na niecodzienne auto. Ktoś kojarzy ten model? Wsiadam do autobusu i jadę kursem o 22.00. Koszt to ponownie 175 MKD (lub 3 euro). Jeżeli zostało Wam mniej kasy trzeba porozmawiać z kierowcą. Jesteśmy przecież na Bałkanach!

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Darmowe wifi, kilka gniazdek przy siedzeniach, ławki to klasyczne „trójki” bez wewnętrznych podłokietników. To wszystko sprawia, że można tutaj się śmiało rozłożyć, przekimać, tyle ile jest potrzebne. Mi wystarcza przede wszystkim książka. Lotnisko jest mega ciche, mało osób, bezpiecznie. Słowem, w miarę komfortowo spędzone 7-8 godzin. 🙂

PODSUMOWANIE

Skopje nie rzuciło mnie na kolana. To jednak miasto inne niż wszystkie do tej pory odwiedzone. Trochę karykaturalne. Macedończycy również budzą moje mieszane uczucia. Są raczej zamknięci w sobie, odizolowani. Na ulicach nie widać uśmiechów, panuje typowo postsowieckie klimakterium. To jednak tylko wrażenia ze stolicy. Żałuję, że nie miałem więcej czasu, by poznać inne rejony tego kraju. Z racji ruchu bezwizowego (wystarczy dowód osobisty), być może uda się wrócić do Macedonii podczas innych bałkańskich wypadów.

KOSZTY

  • Bilety Warszawa-Malmo-Skopje-Sztokholm-Warszawa: 180 zł
    Polecam korzystać w wyszukiwarki Azair. Bilety kupiłem na 4-5 miesięcy przed podrożą. Z moich obserwacji wynika, że na bałkańskich kierunkach podobne ceny można wyrwać również 2-3 miesiące przed lotem. Trzeba jednak śledzić na bieżąco, jakie ceny oferuje Wizzair.
  • Nocleg w hostelu: 9 EUR
  • Przejazdy komunikacją miejską: 35 MKD (~ 2,5 PLN)
  • Kolejka górska w dwie strony na Millenium Cross: 100 MKD (7 PLN).Podaję też orientacyjne ceny. Większość rzeczy kupimy w kwotach zbliżonych do tych w Polsce.1 PLN = ~ 14 MKD
  • Przeciętny kebab na bazarze (różne rodzaje): 80-140 MKD (5-10 PLN)
  • Woda 1,5 l: 25-30 MKD (~ 2 PLN)
  • Brelok/magnes na lodówkę: 80-140 MKD (5-10 PLN)
  • Taxi: przejazd w granicach miasta ustalany indywidualnie, koniecznie przed rozpoczęciem jazdy. Do kilku PLN.Zapraszam do komentarzy. W razie pytań, służę pomocą. Aloha! 😉

 

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Temat rzeka. Skopje

  1. Napracowałeś się, ale powiem Ci, masz u mnie wielkiego plusa i od dzisiaj jestem Twoją fanką!
    W moim przypadku Skopje to był nieco spontaniczny wypad z Salonik (całą erasmusową historię znajdziesz u mnie na blogu). Co prawda żałuję, że czas trochę uciekł nam między palcami (po pierwsze zdecydowaliśmy się jeszcze wyruszyć do Kosowa, a po drugie w dniu, w którym mieliśmy zaplanowane generalne zwiedzanie Skopje lało jak z cebra), ale absolutnie nie żałuję wyjazdu.
    Masz rację, Skopje to specyficzne miejsce. Z jednej strony nieco brudne, zaniedbane, ale z drugiej robi wrażenie iluminacjami,pomnikami i glanc nówka budynkami stylizowanymi na antyczne. Przeciętny człowiek powie „tandeta”. Ale przeciętny człowiek nie zada sobie trudu, żeby zainteresować się tą tandetą – a wiedziałby wtedy, że ten cały bałagan to pozostałości po wojnie. Macedonia się odbudowuje, Kosowo także. Turystyka jest szansą, ale turystów trzeba czymś przyciągnąć – stad pomysł tego projektu i stworzenie niezliczonej liczby obiektów stylizowanych na atrakcje – bo turystyka militarna czy ogólnie czarna turystyka nie każdego muszą ekscytować.I mimo wszystko rozumiem to,choć jestem zagorzałą przeciwniczką tandety i zdzierania z turystów pieniędzy. W Skopje tego nie ma,to zupełnie inny przypadek niż typowe turystyczne miejsca z cenami z kosmosu.
    Żałuję tylko tego, że byłam tam tak krótko. I wiesz co? Chcę wrócić, żeby zobaczyć, jak zarówno Macedonia, jak i Kosowo stają na nogi. I zdecydowanie wolę takie miejsca, niż chociażby sławną, aczkolwiek mocno przereklamowaną Wenecję.

    PS. Kanon Matka – literówkę masz 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. Bardzo dziękuję za tak obszerny i wartościowy wpis. Dla mnie również takie niecodzienne, kryjące pewne tajemnice, historię, niejednoznaczne miasta są o wiele ciekawsze od tych wymuskanych, lśniących na pocztówkach czy broszurach biur podróży.

    Gdy będziesz kolejnym razem, gorąco polecam muzułmańską część. Urokliwe miejsce, pod warunkiem, że lubi się taki klimat. 🙂

    PS: Literówka poprawiona, dzięki!

    Lubię to

  3. A, zaskoczę Cię, bo akurat w części muzłumańskiej byłam 🙂 Super klimat, nawet jeden Pan chciał nam pokazać meczet, ale zbliżała się pora modlitwy i odpuściliśmy czekanie. My chodziliśmy w sześcioosobowej grupce i nie zapuszczaliśmy się głęboko w zaułki (czas!), może dzięki temu nie spotkały nas jakieś niemiłe przygody czy spotkania.

    Ale jeśli klimat Skopje Ci odpowiada, polecam Prisztinę – robi jeszcze większe wrażenie. Ze Skopje bilet kosztuje niecałe 10 euro (w obie strony) 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s