Chwila prawdy

Czasami jest tak, że po najpiękniejszych dniach w roku przychodzą te najgorsze. Zupełnie tak, jak każde – choćby najbardziej słoneczne – lato jest okraszone olbrzymią ulewą.

Te pierwsze doby dodają nam energii, sprawiają, że chce się żyć. Warto oddychać. Że jednak życie jest piękne! Szara codzienność nabiera blasku. To takie uczucie, gdy zmasakrowani, odarci z marzeń, wiary, wygrzebujemy się z marazmu. Gdy wątpimy, ale niespodziewanie pojawia się coś, ktoś, dający nadzieję. Kto jest nieustępliwy. Kto każdego dnia wlewa w nas całą swoją nadzieję, wiarę, a może nawet miłość. I w momencie, gdy sami w siebie nie wierzymy – ten ktoś to robi. Cały czas. Od rana do wieczora. Od świtu do zmierzchu. Aż w końcu my też powoli zaczynamy to czuć… Z dnia na dzień oddychamy głębiej, spokojniej, przyjemniej. Zaczynamy jeść, a nie pochłaniać. Jesteśmy świadomi, że możemy pójść o krok dalej. Prawdziwie ŻYĆ, a nie tylko przeżywać. Przypominamy sobie te wszystkie piękne chwile. Nabieramy wiarę w radość… szczęście. By wreszcie po jakimś czasie zaczerpnąć powietrze w usta i odetchnąć pełną piersią, całą sobą, całym sobą. Porzucić troski i rozświetlać smutne ulice swoim uśmiechem. Ciesząc się zapominamy o wszystkim, co było złe, niedobre, co bolało. O takie momenty nierzadko walczymy tygodniami, miesiącami. Niektórzy nie będą mieli odwagi by o nie zabiegać nigdy! Większość z nas przejdzie obojętnie obok szans, możliwości, obok trudnej drogi na szczyt. To zrozumiałe, wytłumaczalne, po prostu łatwiejsze.

Ty jednak decydujesz się – „tak, idę na samą górę! Próbuję! Nie chcę tylko egzystować! Chcę żyć!”. Tak jak w reklamie Żywca! 😉 Kolejnymi dniami wznosisz się niczym na skrzydłach radości, pasji, nowo odzyskanej drogi… Coś się jednak dzieje. Nagle, zupełnie zaskoczenie – dla Ciebie, dla bliskiej osoby, dla wszystkich dookoła – dostajesz cios. Rykoszet. Dzieje się coś, czego nie przewidziałaś. Z reguły to rzecz, o której albo nie warto albo już nawet nie pamiętasz. Przypomina się coś, co wydarzyło się pół roku temu, 4 miesiące, rok. Moment słabości, zaćmienia, zwątpienia. I owa jedna rzecz kładzie się cieniem na wszystkich tych dobrych momentach. Przykrywa chwile radości, szczęścia, pobudki do lepszego życia, o które tak mozolnie walczyłaś. JEDNA rzecz chce zburzyć całość. Pojedyncza chwila zamazuje całe dobro, wszystkie gesty, niespodzianki, uczucia, którymi zostałaś obdarowana. To nie jest przyjemne uczucie… To uczucie, które ścina z nóg. To chwila, która – choć była dawno, choć nic nie znaczy – chce zniszczyć ten piękny obraz, który malowaliście przez ostatnie tygodnie, miesiące, a może lata.

Nie dajcie się tym chwilom! Nie pozwólcie, żeby pojedyncze (jakkolwiek nie byłyby głupie) zdarzenia zachwiały armiami tych dobrych rzeczy. Tymi, które doceniłaś, pokochałaś. Tymi, które sprawiły, że serce zaczęło mocniej bić, wzrok się wyostrzył, a każdy dzień zaczął świecić mocniejszym blaskiem. Wiem, że to trudne. Cholernie. Dla wszystkich. Zwłaszcza dla tych, którzy otrzymali ten raz.

Życie to podróż. Wielka eskapada, podczas której spotykamy różnych ludzi. Ludzi. Istoty – choć inspirujące, piękne, pełne poświęcenia – to popełniające błędy. Choć starające się – to na swój sposób ułomne. LUDZKIE. Pełne nadziei, ale też błądzące. Każdy z nas to robi. Każdemu z nas się zdarza pójść w złą stronę. Wybrać niewłaściwą ścieżkę. Każdy z nas dokonuje wyborów, za które czasami będzie się wstydził. O te szczególnie łatwo w momentach zwątpienia. Gdy brak nadziei wdziera się do skołatanego serca – nikt nie wie, co nas czeka. I choć się pilnujemy, to czasami tracimy zdrowy rozsądek. Z wycieńczenia, poczucia bezradności, uśpienia. A może z głupoty?

Nie unikniemy błędów. Ważne byśmy potrafili wyciągać z nich wnioski i… szczerze żałować. Jeżeli są tego warte. Bo zawsze na koniec dnia, cokolwiek by się nie wydarzyło, liczy się coś więcej niż pojedyncza sytuacja. Niż ten jeden ludzki błąd. To suma zachowań, myśli, uczynków jest miarą człowieka. Choćby ten duży obraz miał skazy, był poplamiony błędem, złym krokiem, to jest na nim coś więcej niż ta zła rzecz. Jest czymś więcej niż tą jedną sytuacją.

Na świecie nie ma ideałów. Za bliskich idealnym mogą uchodzić ci, którzy pomimo swoich ograniczeń, nie chowają głowy w piach, tylko walczą! Chcą zmiany. Choćby ta wymagała setek, tysięcy wyrzeczeń. Nie kończą na słowach, deklaracjach. I choć czasami sprawiają ból, to stają na rzęsach, wywracają swoje życia, nawyki, przyzwyczajenia do góry nogami, bo czują i pragną poprawy. Lepszego życia. Dla bliskich i siebie. Zapytajmy – komu w dzisiejszych czasach chce się w ogóle starać, pokonywać słabości, walczyć? Duża część z nas rezygnuje w trakcie, na trasie.

A nawet jeżeli trafi się śmiałek, który wyrusza w drogę? A może nawet mu się udaje kroczyć? Wtedy zawsze może wrócić przeszłość. By jeszcze raz zaatakować! Mocniej. Bo najbardziej boli wtedy, kiedy nie spodziewamy się ciosu. Pojawia się rysa na szkle. Pytanie, czy wyciągnięto z niej wnioski…

Skaza, która choć boli, nie paraliżuje. Lew staje się silniejszy, mocniejszy, gotowy do dalszej drogi. Jest przepełniony boleścią. Bo prawdziwe lwy, czują podwójnie ból w swoim stadzie. Przeżywają również za innych. Nie okazują tego w całości. Maskują się. Chronią, ale czują. Bardzo mocno. W samotności. Duszą go w sobie. Podobnie, jak ranna lwica. Ona też cierpi. Nieporównywalnie boleśniej. Ale jednocześnie również się wzmacnia. Wie, że gdy kroczysz na szczyt, droga będzie wiodła pod górę. Obok wszystkich tych promieni słońca, malowniczych krajobrazów, świeżego powietrza, natrafisz również na wichury i ulewy.

Ale nawet jeśli taki lew napotka najgorszą burzę z piorunami, jedyne o czym myśli to o swojej Lwicy. Bo i On i Ona wiedzą, że po najcięższej wichurze może przyjść lato. Pełne promieni słońca, optymizmu, radości. Wszystkich tych uczuć, o które walczyli tak mocno. Gdy spoglądają w tył widzą bowiem nie tylko swoje pomyłki, skazy, ale również piękną historię podróży. Wiedzą, jak wiele straciliby, gdyby wycofali się wcześniej. Nie żałują żadnego kroku. Choć podczas ulewy, jest im ciężko. Bardzo ciężko. Kierują jednak swój wzrok przed siebie. Odkrywają piękne obrazy, cudowne widoki, swój uśmiech, radość, emocje, które pozostały im do przeżycia. Wiedzą, że one nadejdą. Walczą. Pomimo wszystko. Wbrew wszystkim. Po prostu. To ich chwila prawdy. To ich droga do szczęścia.

A.

zdobyc1
Advertisements

2 uwagi do wpisu “Chwila prawdy

  1. Czasem jest to kwestia osobowości.
    “Choleryk” w obliczu problemu wścieknie się, być może obieca sobie, że “już nigdy…”, ale po powrocie, przy przetwarzaniu zdjęć na komputerze, znowu mu się zachce. Obietnica “już nigdy…” stanie się nieaktualna po kilku dniach.
    “Depresyjny” w takim przypadku może nawet nie złożyć sobie obietnicy “już nigdy…”, ale tak będzie sprawę rozpamiętywał, że straci ochotę na dalsza działalność w danym zakresie.
    Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s