Jak zacząć czytać?

fot. za: booklips.pl

Rok 2015 był dla mnie na swój sposób przełomowy. W różnych kwestiach. Związku, podróży, pracy i wielu innych. Jedne zmiany były bardzo bolesne, inne przyjemne. Ważne, że ze wszystkich udało się wyciągnąć wnioski i pójść dalej.

Za jeden ze swoich największych sukcesów 2015 roku uważam właśnie czytanie. Nie wiem, jak to się właściwie stało. Nie było takiego momentu, w którym powiedziałem sobie: „Hej, przeczytam xx książek!” albo „Ej, Arek, a może zaczniesz czytać więcej?”. Oczywiście, w minionych latach coś tam podczytywałem. Nie były to jednak oszałamiające wyczyny. Czytałem głównie pojedyncze pozycje rozwojowe, takie które dawały mi dodatkowe umiejętności w zawodzie. Wizja książki, którą czyta się dla rozrywki była jednak lekko zakurzonym wspomnieniem. Pomijam kilka pozycji, które „męczyłem” tygodniami, a nawet miesiącami. Co więc takiego się stało, że mój 2015 pod kątem literatury był niczym wyjście w klapkach na Mount Everest?

Po pierwsze. Wbrew wszelkim szkołom sukcesu, biznesu i innego rozwoju: NIE MIAŁEM PLANU. Wbrew regule? Tak. Za to – z perspektywy czasu – mogę stwierdzić, że miałem chęci. Powiecie: co oznaczają te mityczne „chęci”? Znudzony marnowaniem czasu w internecie, postanowiłem, że kupię coś, co mogę poczytać w oderwaniu od sztucznego promieniowania. Tak, za chwilę się wyda, że należę do grona oldschoolowców, którzy urządzenia typu Kindle nie odróżniają od desek do krojenia chleba.

Wracając do sedna, wybrałem interesującą mnie pozycję (na 90% dotyczyła sportu) i po prostu zacząłem czytać. Popołudniami, po przyjściu z pracy. W weekendy. Później coraz częściej zabierałem książkę na półgodzinny transfer dom-praca. Siłą rzeczy kolejne pół godziny czytania dostarczałem sobie na trasie praca-dom. Hmmm. Dlaczego zatem nie zabrać książki do autobusu/metra/tramwaju, gdy mam spotkanie na drugim końcu miasta? Albo weekendowy wyjazd do domu? Kolejne pomysły zaczęły pojawiać się niczym poranne zorze.

Zanim się obejrzałem – książka przeczytana. Fajnie. Chcę jeszcze! Zaczynam szperać. O czym by tu jeszcze poczytać? Trafiam na kolejne tytuły. Coraz częściej mruczę do siebie pod nosem: „Nie spodziewałem się, ile jest ciekawych pozycji!”. Nieoceniony okazała się tutaj portal lubimyczytac.pl. Od tagu do tagu, od autora do autora, mimochodem zacząłem zapisywać kolejne tytuły w zakładkach. Po niedługim czasie okazało się, że tych pozycji jest około 100. Wow! Mam co robić. Pora zabierać się za czytanie!

I tak poszło z górki. W 2015 roku przeczytałem 53 książki nie stawiając sobie uprzednio żadnego celu. Żadnej musztry w stylu „jedna książka na tydzień albo nie dostaniesz burgera!!!”. Nie. Po prostu czytałem o rzeczach, które mnie interesowały. Rozwój osobisty, sport, podróże, kryminalistyka, szpiegostwo, muzyka, aktorstwo, moda i inne. Wszystko na luzie, ale konsekwentnie. Do tego bezboleśnie, a zarazem pouczająco. Czego chcieć więcej?!

Dobra, ale koniec o mnie. 8 złotych zasad, które mogą wesprzeć osoby pragnące siąść do książki, a nie przed ekran monitora czy komórki. Jak można czytać więcej?

  1. Znajdź interesującą Cię tematykę.
    Nie czytaj na siłę Jo Nesbo, bo koleżanka Ci poleciła. Nie katuj się wspomnieniami z kariery Kazimierza Deyny, bo Tata opowiadał, jaki to genialny piłkarz. NIE! Posłuchaj siebie. Zadaj sobie pytania: „Czego JA chciałbym się dowiedzieć o świecie? Co dałoby mi rozrywkę, zaintrygowało, poruszyło? O jakim temacie chcę wiedzieć więcej? Co zawsze mnie kręciło, ale do tej pory zawsze mówiłem sobie ‚kiedy indziej’?”.


  2. Stwórz swój własny księgozbiór!
    Gdy już wiesz, co Cię interesuje z pomocą przyjdzie Ci luźna listę tematów lub samych tytułów. Poszperaj, przejrzyj księgarnie internetowe, blogi, fora. Uwaga, będziesz przerażony, jak dużo rzeczy Cię interesuje! 🙂 Moja pierwsza lista miała około 100 pozycji i celowo na jakiś czas odłożyłem szukanie nowych książek. 🙂


  3. Wybierz Tę jedną jedyną!
    Zrób pierwszy krok. Zdecyduj się na tę pozycję, która w danym momencie Cię najbardziej pasjonuje. Z książką jest, jak z partnerem, partnerką. Czytasz tytuł, i już wiesz lub nie, czy chcesz z nią spędzić kolejne dni. Zdecyduj się na tę  publikację, która wzbudzi w Tobie największe emocje. Wtedy zawsze będziesz siadał do czytania z animuszem, pasją, i ruszysz z kopyta! Sam do dzisiaj tak robię. Zdarza mi się trzymać w księgarni 2 tytuły obok siebie i impulsywnie – BANG. „Czytam Ciebie!”. 🙂 To w sumie najważniejsze. Bardzo często zdarza mi się też wybrać pozycję spoza swojej listy. Nie ograniczajmy się! 🙂


  4. ZAWSZE miej książkę przy sobie.
    Portfel, klucze, książka. To triumwirat towarzyszący mi podczas każdego wyjścia z domu. Tak już mam . Przyzwyczajenie, nawyk, praktyka Z drugiej strony, nie dajmy się zwariować. Gdy nie biorę ze sobą torby, pozostaję oczywiście przy dwóch pierwszych rzeczach. 🙂 Sama droga do pracy (30 minut do i 30 minut z) daje godzinę czytania dziennie! To oczywiście wersja dla osób podróżujących komunikacją miejską. Ci, którzy jeżdżą własnym środkiem lokomocji zapewne słyszeli jednak o czymś takim, jak e-booki. 🙂


  5. Zabieraj ją w podróże i wyjazdy
    Te małe i duże. Oczywiście, jeżeli podróżujesz w duecie – pamiętaj, że Twój kompan, kompanka, są ważniejsi od drzewa przemielonego w kilkaset stron szarawego papieru. Wierzcie mi. Nie sprawdzajcie na własnej skórze. 🙂


  6. Czytaj, gdzie się da!
    Nienawidzę marnować czasu! Poczekalnia, autobus, kolejka do lekarze, w sklepie, podróż do pracy, do kościoła, lunch, samolot, bar, lotnisko (!), dworzec, pociąg, i tak dalej. Wszędzie tam, gdzie Twoje minuty „uciekają” bezproduktywnie – chwyć za książkę. Czytam też w pomieszczeniach bez okien. Niestety, #takajestrzeczywistość. 😉


  7. Zainspiruj swoich bliskich do tego samego.
    Niby kolejny banał, ale nie muszę (ani nie chce mi się) pisać o wspólnych pasjach czy o czasie, który możemy razem poświęcić na czytanie rzeczy, które nas interesuje.


  8. Spróbuj czytać dwie różne tematycznie książki jednocześnie.
    Odkryłem to zupełnie przypadkowo, a do dzisiaj uważam za niemały przełom. Moja bucket lista składa się z dwóch rodzajów książek. Pierwszy – tytuły rozwojowe, takie nad, którymi trzeba posiedzieć, skupić się, wysilić pozostałe pięć komórek mózgowych. Druga – rozrywka, czasami łatwa, czasami trudniejsza, ale generalnie są to książki, które mają dać mi fun. Jak się domyślacie nie zawsze mam chęć na tę pierwszą grupę, a niekiedy przychodzą mdłości na widok drugiej. Rozszerzając  wybór dajecie sobie większe możliwości i komfort. A w czytaniu chodzi przede wszystkim o frajdę, zadowolenie, poczucie ciekawie i mile spędzonego czasu. Oczywiście raczej nie polecam czytać jednocześnie dziesięciu książek, natomiast dwie, trzy są w sam raz. Wtedy praktycznie zawsze z przyjemnością sięgniecie po jedną z nich.

Tyle ode mnie na dzisiaj. Mam nadzieję, że choć nieco zainteresowałem Was tematyką czytania bardziej obszernych publikacji. Z całego serca polecam. To niesamowite, jak bardzo można poszerzyć horyzonty, zgłębić wiedzę czy nawet… poznać siebie na nowo, dzięki nawet kilkunastu minutom dziennie! Z uśmiechem na ustach obserwuję, jaką przemianę przeszedłem, odwracając proporcje film-książka na korzyść tej drugiej kategorii. Warto!

A na deser zostawiam Was z małą częścią mojej obecnej bucket listy. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że za jakiś czas zobaczycie te pozycja na moim Instagramie, gdzie co jakiś czas zamieszczam aktualnie czytanie tytuły. Zapraszam i aloha!

Instagram: @ skokwnieznane – http://www.instagram.com/skokwnieznane/

ksiazki

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s