Podsumowanie: San Marino, Bolonia, 11-13.12.2015

Bez owijania w bawełnę!

Termin: piątek – niedziela
Połączenie Ryan Air na trasie WMI-BLQ jest bardzo korzystne dla weekendowych podróżników czy osób, które nie chcą/nie mogą narażać się na korzystanie z większej liczby dni urlopowych. Wylot w piątek o 15.50, powrót w niedzielę o 13.20.

Transfer do miasta:
Do wyboru mamy 2 opcje. Bezpośredni shuttle (aerobus) z lotniska do głównego dworca kolejowego kosztuje 6 EUR. Druga, tańsza opcja to 15-minutowy spacer do przystanku Birra i autobus miejski (nr 54, 81 lub 91) jadący w to samo miejsce.

Bilet jednorazowy to koszt 1,3 EUR. Kupujemy go w knajpce „tabacchi”. Uwaga, w niedzielę kursuje tylko 91 i odjeżdża z dworca kolejowego równo co godzinę od bodajże 7.30. Transfer w zależności od obłożenia na drodze trwa od 20 do 35 minut. Na trasie jest dużo sygnalizacji świetlnych, a Włosi się nie spieszą. W serwisie loter.pl znajdziecie dokładną mapę dotarcia do przystanku („Bolonia i Florencja w pigułce”).

Co na miejscu?
Na miejscu spędzamy wieczór (a może noc?), mamy 1 pełny dzień oraz poranek. W zależności od wybranej intensywności mamy wiele opcji. Sama Bolonia jest klimatycznym miastem i warto „pooddychać” nią. Z atrakcji miasta polecam wspomnianą wieżę Asinneli oraz właśnie spacer. Jeżeli jesteś harcorowym oglądaczem to spokojnie wystarczą 3 godziny.

Miasto jest zlokalizowane w dosyć bliskiej odległości względem innych włoskich metropolii. Sporo osób prosto z lotniska udaje się na dworzec kolejowy skąd odjeżdża MULTUM pociągów. Połączenia są częste, pociągi szybkie, choć czasami bywają opóźnienia. Florencja, Piza, San Marino, Rimini, Wenecja, Parma czy Werona. Do wyboru do koloru.

Noclegi:
Tym razem wybrałem wyprawę do San Marino. Pierwsza noc w pensjonacie Niagara w Rimini. Klimatyzacja, przystępna cena, bliska odległość do dworca, skąd z samego rana rudzam do włoskiej enklawy, sprawiły o wyborze tego miejsca. AC działa, ale słabo. To była raczej zimna noc. Jeżeli ktoś jest wrażliwy – nie polecam. Jeżeli komuś nie przeszkadza – to porządna, schludna budżetowa propozycja.

Druga noc już typowo backpackersko. Hostel Albergo Pallone. Tuż przy dzielnicy uniwersyteckiej, 5 minut do shuttle busa i dworca, tuż przy Ulicy Niepodległości, która malowniczo prowadzi do starej części miasta. Lokalizacja, lokalizacja, lokalizacja. Do tego na miejscu czysto (poza łazienkami) i ciepło. Dobre kontynentalne śniadanie. Jeżeli chodzi o noclegi to ten rejon Włoch jest drogi. Albergo Pallone wystawiam Order Cebulaka.

Zakupy:
Najniższe (ale ciągle zachodnioeuropejskie ceny) są markety inCoop. Jest ich sporo w centrum Bolonii, a w Rimini jeden znajduje się tuż przy wyjściu z dworca kolejowego (czynny niestety do godziny 19.30).

Bolonia to świetne miejsce dla wielbicieli rękodzieł i wszelkiej maści drobiazgów. Na ulicach jest mnóstwo artystów, rzemieślników, znajdziemy pchle targi, wystawy czy w okresie bożonarodzeniowym – kiermasze. Oczywiście ceny włoskie, także przygotujcie się na zawrót głowy. Da się jednak kupić ciekawe pamiątki. Mam nadzieję, że nie tylko jak tak uważam, ale też
osoba obdarowana.

Koszty:
Loty: 120 zł
Transfery Modlin: 30 zł
Noclegi: 150 zł
Pociągi Bolonia-Rimini: 19 eur = ~ 82 ł
Autobus Rimini-San Marino: 10 eur = ~ 43 zł

Jak widać, całość da się zamknąć w kwocie około 450 zł. Pozostałe wydatki to kwestia indywidualna. To dużo czy mało? Można obniżyć koszty coachsurfingiem czy próbowaniem stopowania. Ja nie chciałem. Pieniądze to rzecz nabyta, nie są najważniejsze. Nawet, gdy rzuciło się pracę. Cieszę się, że do tego dojrzałem. Czego i wam życzę z całego serca. Ogarnijcie się, oby nie było za późno!

Nie pisałem o jedzeniu, bo choć ubóstwiam (!!!) włoską kuchnię to tym razem TOTALNIE opuścił mnie apetyt. Wiem, to dziwne, ale nie mogłem jeść. I nie były to problemy gastryczne czy okołobiegunkowo-zatwardzeniowe. U mnie zawsze jest na odwrót.

To był ciekawy wyjazd. Inny. Nie wywoływał jakiegoś większego entuzjazmu. Hmm, jakby ostatnie wprowadzały mnie w ekstazę… Nietypowy. Dużo zmienił. Mentalnie. Był pełen refleksji. Spędzony w kościołach. Gdy tracisz miłość (oby nie!!!) zostaje Ci Bóg. I rodzina. A gdy połowa z niej trafia nagle do szpitala – ten pozornie zawalony świat – staje w jeszcze większych zgliszczach. A w Tobie rośnie poczucie bezsilności. Znacie to? Oby nie.

Ostatnio przeżyłem pewną śmierć. Z różnych względów – chyba najsilniej w życiu. A w tym roku pożegnaliśmy przecież tragicznie zmarłego Szwagra, którego znałem od kilkunastu lat. W 2011 r. odszedł mój ukochany Dziadzio. 2 lata wcześniej Babcia. To dziwne… Ale czasami spotykamy ludzi, którzy wywracają nasze życie do góry nogami. Niekiedy nawet kilkakrotnie. I wiecie co? Tacy są najważniejsi! Najwspanialsi! Dla takich ludzi się żyje! Dla takich ludzi warto oddychać, budzić się, uśmiechać, walczyć.

Dlaczego o tym w ogóle piszę?

Bo w obliczu ostatnich odejść, wydarzeń – świat stanął mi przed oczami. 2015 w ogóle obfitował w szpitalne wizyty, złe wiadomości. Za każdym razem zastanawiam się jednak… Co będzie gdy? Nie uciekam przed tą myślą. Wypycham ją, bo nie chcę! Ale wiem, że ten moment, kiedyś nadejdzie. Oby jak najpóźniej. Mam już swoje lata. Pewna bliska osoba (?) dogryza mi pieszczotliwie, że jestem już stary. Lubię to. Faktycznie tak jest. Nie chcę jednak zostawać głową rodziny w taki sposób. Nie w taki. Choć jestem odpowiedzialny i gotowy to nie chcę. Nie chcę. Nie chcę!

Jutro (18.12) ważny dzień. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek choćby tak pomyślę, a co dopiero publicznie napiszę. Nigdy na niego zbytnio nie czekałem. Zawsze traktowałem jako normalkę. Doba jak doba. Absolutnie zwyczajne 24 godziny. Choć przez ostatnie 5 lat ZAWSZE spędzałem go z czystym uśmiechem na ustach. Teraz jest nieco inaczej. Choć jak zwykle, tlą się silne emocje, uczucia… Muszę być mocny. Wiem, że jedziemy teraz nieco inną drogą. Ostatnie kilka lat to podróż przez wertepy, mokradła, pustynie, wyboje, gruzowiska. Zapytacie, co z tego? Ano to, że nie po to przejechaliśmy pół świata… odwiedziliśmy najmroczniejsze zakamarki naszych dusz, poradziliśmy sobie z rostaniami, wypadkami, problemami; żeby teraz, gdy ktoś wskazał nam nowy kierunek… nowe możliwości… światło (pamiętacie? to już nie jest wspominany mikropromień) poddawać się. Tym bardziej, że obok tych wszystkich zgliszczy, pobojowisk czuliśmy radość… spełnienie… uśmiech… szczęście… szkliły nam oczy… mocniej dudniły serca… radowały się dusze… Przede wszystkim towarzyszyły nam właśnie takie emocje.

A może nie powinniśmy wracać do tych wszystkich pięknych momentów… Może to zły pomysł. Przecież chcieliśmy się ich pozbyć! A co jeśli to nie my wracamy do nich, a one do nas?

To przecież ciągle Nasza droga. Trochę inna. Bo dojrzeliśmy, że nie warto jechać po pogorzeliskach, wyrwach, dołach. Zrządzenie losu i jego następstwo, czyli odważna decyzja, wskazały nam nowy kierunek. Trafiliśmy na autostradę. Zupełnie niespodziewanie. Na swój sposób jest niecodziennie, ale… całkiem ok. Póki co widzimy jeszcze jakieś ograniczenia prędkości… sami nie czujemy się do końca pewni… musimy przecież dojrzeć… przyzwyczaić się do nowej nawierzchni… reguł panujących w tym innym świecie… zbudować na nowo styl jazdy po NORMALNEJ drodze. W końcu można jechać spokojnie, zwyczajnie, tak jak powinno się jeździć. I choć czasami natrafiamy na jakiś kamyk (w końcu to polska autostrada) to… możemy, potrafimy go minąć, pokonać. Całe życie jeździliśmy przecież po ścieżkach pełnych kamieni. Już umiemy sobie z nimi radzić.

To przecież cały czas Nasza droga.

Dlatego mam siłę. By dźwignąć wszystko na barki i jechać. Zmierzać ku lepszemu. A może tlą się we mnie już tylko nadzieja i miłość? Nadzieja matką głupich, tak to leciało? Często. I jeżeli tak jest to: Drodzy Państwo. Przed Wami Głupiec! Największy! Bo z największą nadzieją… wiarą… i miłością.

A.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s